PKO never ending story.

Tak na początek pytanie do poliglotów. ‘Neverending story’ czy ‘never ending story’? Google niby jest przekonany, że oddzielnie, ale niech zdecydują mądrzejsi.

Nie to jednak jest głównym tematem dzisiejszej notki (nie jest nim również wczorajszy mecz w nogę). Dzisiaj sobie ponarzekam na DM PKO BP. Rozchodzi się o obligacje, które miałem (i o dziwo udało mi się)  u nich załatwić. Sprawa niby banalna, są pieniądze = są obligacje. Tak to pewnie by wyglądało gdyby chodziło o każdy inny bank. Z PKO tak łatwo nie było. Pierwszy raz byłem u nich w środę tydzień temu. Najpierw czekanie, czekanie, czekanie. 30 czy 40 minut, nie wiem dokładnie. Potem rozmowa z nawet sympatyczną panią Agatą. Wszystko było ok, aż do momentu jak powiedziałem, że chciałbym podaną kwotę przelać na konto. W tym momencie zaczęły się problemy, bo niby taka możliwość jest, ale żadna z pań nie wiedziała “jak to się robi”. Zaczęło się telefonowanie… Troszke niepewna podała mi numer rachunku rejestrowego na który miałem przelać pieniądze i po 3-4 dniach się ponownie zgłosić w celu sformalizowania transakcji.

Wysłałem więc przelew i  zgodnie z zaleceniem przyszedłem po upływie 4 dni roboczych. Zastała mnie.. Kolejka, tym razem jeszcze większa niż poprzednia. No ale nic, wykład nie zając nie ucieknie :) Tym razem miałem rozmowę z zupełnie inną panią, lecz równie kompetentną niż poprzedniczka. Pani zobaczyła, że pieniądze są już na koncie, lecz nie była w stanie ustawić lokaty.  Wtedy czułem, że “jestem w dupie”. Wpłaciłem kase na moje subkonto do którego nie miałem z zewnątrz (z internetu) dostępu, a pani nie wiedziała co może z tym zrobić. Pani stwierdziła, że skoro mam już wpłaconą kwotę na obligacje, to moge je sam założyć wchodząc na stronę zakup.obligacjeskarbowe.pl. Zmiana nastroju (przez chwile naprawde poczułem, że wszystko jest w moich rękach), poszedłem do domu aby sprawdzić wiarygodność, tego co się dowiedziałem. Serwis owszem istnieje (plus dla pani). Na wstępie poproszono mnie o podanie numeru pesel i hasła. Chwila chwila, numer pesel owszem znam ale o co chodzi z hasłem? Skorzystałem z opcji ‘przypomniania hasła’. Poproszono mnie dla odmiany o podanie peselu i NIP’u. Teraz ja zacząłem dzwonić, bo to pierwszy raz w życiu kiedy mój NIP miał się do czegoś przydać (a ja go kompletnie nie pamietałem). Mama obiecała, że po powrocie z pracy mi go poda.

Wieczorem znowu nawiedziłem ten serwis, tym razem z NIP’em i wszystkimi innymi numerkami jakie mogłby mnie w jakiś sposób identyfikować. Znowu wybieram ‘przypomnienie hasła’ wpisuje wszystko i chwilke później pokazuje mi się czerwony napis, że podanego użytkownika nie ma w bazie. No nic, tego sie spodziewałem, bo nie przypominałem sobie abym takie konto zakładał. Pozostała rejestracja (swoją droga bardzo szczegółowa). Wpisałem wszystkie dane, zatwiedzam i  znowu wyskakuje czerwony napis, że dany użytkownik jest już zarejestrowany, aby uaktywnić dostęp przez internet złóż odpowiednią dyspozycje w PSO (punkcie sprzedarzy obligacji – tam gdzie już drugi raz byłem).

No nic, poszedłem tam poraz trzeci. Dla odmiany była bardzo mała kolejka, wiec nie straciłem zbyt dużo czasu na nicnierobieniu. Znowu miałem do czynienia z inną panią i dla odmiany nie była ona równie kompetentna co poprzedniczki.. Było jeszcze gorzej… Kobieta wierzyła mi na słowo, że dokonałem przelewu, bo sama nie była w stanie sprawdzić w historii. Zaczęła wszędzie dzwonić, a po chwili drukować dyspozycje przelewu na moje konto rejestrowe, z ktorego wynikało, że pieniądze przeleje z rachunku mbankowego na identyczny mbankowy. Doszła do wniosku, że musi z kimś porozmawiać, zadzwoniła do jakiejś pani i mówi, że mnie tam skieruje (grzechem by było niewspomnieć, że wcześniej 3 razy pomyliła numery dzwoniąc raz do swojej kierowniczki ^^. Ah, jak sie potem okazało, osoba do której dzoniła była max 8 metrów obok). Zostałem przekazany (tak to wyglądało) innej pani. Jakby nie patrzeć ostatnia pani naprawde wiedziała co i jak i potrafiła, w max 5 minut załatwić wszystko co było związane z zakupem (naprawde miła odmiana). Byłem w szoku, naprawde! Na szczeście wszystko co ma w nazwie PKO kiedyś się kończy :)

Published in: on 2 Kwiecień 2009 at 20:51  Komentarze (3)  
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.