Garfield!

Dzisiejszy model jest dużo bardziej skomplikowany. Świadczyć o tym może fakt, że wycinałem go z 10h. Dzisiaj już nie będę tego bleachować, ale jutro można sie spodziewać nowej koszulki :)

Wycięty model:

Po przyklejeniu:

Edit: 14 maja.

Wybielanie poszło totalnie do dupy i efekty są beznadziejne :/

Kategorie: on 13 Maj 2010 at 20:03  Dodaj komentarz  

Bleach & Fun v.1.0.1

Ostatnio jest bardzo monotematycznie i dziś nie będzie inaczej:


Z bliska:

Kategorie: on 11 Maj 2010 at 20:06  Komentarze (2)  

Bleach & Fun v.1.0.0

Tym razem próbowałem robić cieniowanie. Dla odmiany wszystko dzisiaj wychodziło jak należy i efekty sa już bardziej niż niezłe :)


Z bliska:

Kategorie: on 9 Maj 2010 at 20:02  Komentarze (2)  

Bleach & Fun v.0.1.1

Dzisiaj zaryzykowałem i wziąłem koszulkę, którą na codzień ubieram. Stres troche większy, ale końcowe efekty całkiem zadowalające:


Z konturowaniem (wydaje mi się że było niepotrzebne, no ale cóż, nie cofnę już tego) :)


Postaram się jeszcze zrobić jeszcze jedno jak sie wypierze :)

Kategorie: on 8 Maj 2010 at 12:12  Dodaj komentarz  

Bleach & Fun v.0.1.0

Dzisiaj znowu były zakupy. Zakupiłem (nie śmiać się): folie do izolacji fundametów (całe 30 metrów), taśme dwustronną i ręczniczki (aby zbierać nadmiar wybielacza).

Początkowo obawiałem sie, że folia się na nic zda i będę mógł ją użyć tylko jako 30 -metrową rolkę papieru toaletowego. Na szczęście było inaczej. Przyjemnie się w tym wycina wzory, nie niszczy się podczas całego procesu, no i tanioszka! (raptem 21 zł, dla porównania Duralar kosztuje 35$ za 25 sztuk + koszty przesyłki).

Apetyt rośnie w miare jedzenia, ale dzisiaj był syty obiad. (że tak metaforą strzelę) :-) Efekty dzisiejszej pracy:

Z konturami:

Kategorie: on 7 Maj 2010 at 19:20  Dodaj komentarz  

Bleach & Fun v.0.0.1

Dokupiłem okulary ochronne, rekawiczki, załatwiłem nowy spryskiwacz i postanowiłem znowu sprobować. Tym razem już nie pryskałem na koszulke jak wariat, tylko wykroiłem na kartkach odpowiedni wzor i sprobowałem zrobić coś co jakkolwiek będzie wyglądać.

Kartki okazały sie beznadziejnym pomysłem. Zupełnie inaczej to sobie wyobrażałem. Musze zainwestować jednak w coś bardziej profesjonalnego.

Troche się pospieszylem i wyszła plama :P Ale i tak już jest progress :)

Kategorie: on 6 Maj 2010 at 19:01  Komentarze (2)  

Bleach & fun.

W weekend były zdjęcia, a dzisiaj. Z racji, że jest brzydko i zimno można było z czystym sumieniem zabrać się za wybielanie. O dziwo pierwszą trudnością było kupienie wybielacza. We wrocławiu jest mnóstwo sklepów, aptek i piekarń ale znajdź mi jakiś sklep chemiczny, a obdaruje złotem (albo zniszczonymi koszulkami). Troche się naszukałem i jedyne co przypominało wybielacz to jakieś ACE (czyt: acze). Znalezienie koszulki (pierwszego królika doświadczalnego) było dużo prostsze. Jeszcze tylko szybkie prasowanie aby koszulka jakoś wyglądała i do dzieła.

Instrukcja na wybielaczu mówi aby wlewać 40ml tego cuda na 10l wody. Wlałem ze 2 razy więcej na pół litra wody i sprawdziłem czy są jakieś efekty. Hmm.  Nie było najmniejszych śladów. Dolałem jeszcze więcej i nadal nic.

Może sam wybielacz? Postanowiłem dać jeszcze jedną szanse i dolałem tak aby było 50:50. Można było już zauważyć różnice. Co prawda koszulka nie wybieliła się, ale też nie była już czarna.

Zdjęcie:

„Nie od razu Rzym zbudowano”, ale wydaje mi się, że jest to już jakiś mały kamień węgielny :)

PS: Koszulka jest beznadziejna, ale nie chciałem niszczyć lepszych (póki co) :)

PS2: Musze dokupić lepszy spryskiwacz i Duralar.

Kategorie: on 4 Maj 2010 at 20:30  Komentarze (3)  

Made in Simet.

Koniec wakacyjnej pracy! Z czystym sumieniem mogę teraz sie oddać wakacyjnemu lenistwu (a niektórzy już zaczynają swe szkolne zmagania :D ). Robota nie należała do najlżejszych, choćby dlatego, ze zaczynała się o 6 rano. Była ona idealnym zaprzeczeniem tego co chce w życiu robić. Prosta, monotonna i kompletnie bezmyślna. Coś co w większych ilościach robiłyby maszyny, ale dla 5 czy 10 tys. sztuk jest to kompletnie nieopłacalne. Robiliśmy czujki, „ciche alarmy”, alarmy przeciwpowodziowe i wiele innych, bez których świat by przeżyl, ale S. i Cooper by nie zarobili. Choć szczerze powiedziawszy co do tego pierwszego mam wątpliwości, bo ceny jakie daje Cooper za montaż wołają o pomstę do niebios. Np: Model 1450 CSA (prosty alarm przeciwpowodziowy).
Aby je zrobić potrzeba:
- osoby, która przytnie i pozagina elektronikę
- dwóch osób do wkładania tego w płytki
- jednej do falowania (czyt. lutowania)
- jednej do mocowania nóżek,
- jednej do pakowania.
Czyli ok. 6 osób. Są one w stanie w 8h zrobić max 400 płytek.
Za 100 płytek S. dostaje 40 euro, zatem za 400 sztuk 160 euro.
Powiedzmy, że pracownicy zarabiają po 10 zl za godzinę (czyli 2,5 euro). 6 pracowników * 8h * 2,5 euro = 120 euro, czyli już taki prosty rachunek pokazuje nam, ze praca jest na granicy opłacalności. Co innego Cooper. Sprzedają oni 1450 CSA w paczkach po dwie sztuki za 42 euro. Zatem 200 paczek *42 euro = 8400 euro. A odliczając koszty:
- 160 euro za montaż 400 sztuk.
- 720 euro za części
- ok. 100 euro za transport jednej palety (na paletę zmieści się jeszcze dużo więcej)
Wyjdzie w okolicach 7400 euro za nie zrobienie kompletnie niczego.
W jaki sposób zatem S. zarabia?
S. jest zakładem pracy chronionej i zatrudnia głownie osoby z druga lub trzecia grupą inwalidzką, a państwo o ile mi wiadomo dopłaca znaczną część do wynagrodzeń tych pracowników.
Wniosek:
Polacy dopłacają aby Włosi mogli zarabiać.

Kategorie: on 28 Sierpień 2009 at 11:43  Komentarze (1)  

PKO never ending story.

Tak na początek pytanie do poliglotów. ‘Neverending story’ czy ‘never ending story’? Google niby jest przekonany, że oddzielnie, ale niech zdecydują mądrzejsi.

Nie to jednak jest głównym tematem dzisiejszej notki (nie jest nim również wczorajszy mecz w nogę). Dzisiaj sobie ponarzekam na DM PKO BP. Rozchodzi się o obligacje, które miałem (i o dziwo udało mi się)  u nich załatwić. Sprawa niby banalna, są pieniądze = są obligacje. Tak to pewnie by wyglądało gdyby chodziło o każdy inny bank. Z PKO tak łatwo nie było. Pierwszy raz byłem u nich w środę tydzień temu. Najpierw czekanie, czekanie, czekanie. 30 czy 40 minut, nie wiem dokładnie. Potem rozmowa z nawet sympatyczną panią Agatą. Wszystko było ok, aż do momentu jak powiedziałem, że chciałbym podaną kwotę przelać na konto. W tym momencie zaczęły się problemy, bo niby taka możliwość jest, ale żadna z pań nie wiedziała „jak to się robi”. Zaczęło się telefonowanie… Troszke niepewna podała mi numer rachunku rejestrowego na który miałem przelać pieniądze i po 3-4 dniach się ponownie zgłosić w celu sformalizowania transakcji.

Wysłałem więc przelew i  zgodnie z zaleceniem przyszedłem po upływie 4 dni roboczych. Zastała mnie.. Kolejka, tym razem jeszcze większa niż poprzednia. No ale nic, wykład nie zając nie ucieknie :) Tym razem miałem rozmowę z zupełnie inną panią, lecz równie kompetentną niż poprzedniczka. Pani zobaczyła, że pieniądze są już na koncie, lecz nie była w stanie ustawić lokaty.  Wtedy czułem, że „jestem w dupie”. Wpłaciłem kase na moje subkonto do którego nie miałem z zewnątrz (z internetu) dostępu, a pani nie wiedziała co może z tym zrobić. Pani stwierdziła, że skoro mam już wpłaconą kwotę na obligacje, to moge je sam założyć wchodząc na stronę zakup.obligacjeskarbowe.pl. Zmiana nastroju (przez chwile naprawde poczułem, że wszystko jest w moich rękach), poszedłem do domu aby sprawdzić wiarygodność, tego co się dowiedziałem. Serwis owszem istnieje (plus dla pani). Na wstępie poproszono mnie o podanie numeru pesel i hasła. Chwila chwila, numer pesel owszem znam ale o co chodzi z hasłem? Skorzystałem z opcji ‘przypomniania hasła’. Poproszono mnie dla odmiany o podanie peselu i NIP’u. Teraz ja zacząłem dzwonić, bo to pierwszy raz w życiu kiedy mój NIP miał się do czegoś przydać (a ja go kompletnie nie pamietałem). Mama obiecała, że po powrocie z pracy mi go poda.

Wieczorem znowu nawiedziłem ten serwis, tym razem z NIP’em i wszystkimi innymi numerkami jakie mogłby mnie w jakiś sposób identyfikować. Znowu wybieram ‘przypomnienie hasła’ wpisuje wszystko i chwilke później pokazuje mi się czerwony napis, że podanego użytkownika nie ma w bazie. No nic, tego sie spodziewałem, bo nie przypominałem sobie abym takie konto zakładał. Pozostała rejestracja (swoją droga bardzo szczegółowa). Wpisałem wszystkie dane, zatwiedzam i  znowu wyskakuje czerwony napis, że dany użytkownik jest już zarejestrowany, aby uaktywnić dostęp przez internet złóż odpowiednią dyspozycje w PSO (punkcie sprzedarzy obligacji – tam gdzie już drugi raz byłem).

No nic, poszedłem tam poraz trzeci. Dla odmiany była bardzo mała kolejka, wiec nie straciłem zbyt dużo czasu na nicnierobieniu. Znowu miałem do czynienia z inną panią i dla odmiany nie była ona równie kompetentna co poprzedniczki.. Było jeszcze gorzej… Kobieta wierzyła mi na słowo, że dokonałem przelewu, bo sama nie była w stanie sprawdzić w historii. Zaczęła wszędzie dzwonić, a po chwili drukować dyspozycje przelewu na moje konto rejestrowe, z ktorego wynikało, że pieniądze przeleje z rachunku mbankowego na identyczny mbankowy. Doszła do wniosku, że musi z kimś porozmawiać, zadzwoniła do jakiejś pani i mówi, że mnie tam skieruje (grzechem by było niewspomnieć, że wcześniej 3 razy pomyliła numery dzwoniąc raz do swojej kierowniczki ^^. Ah, jak sie potem okazało, osoba do której dzoniła była max 8 metrów obok). Zostałem przekazany (tak to wyglądało) innej pani. Jakby nie patrzeć ostatnia pani naprawde wiedziała co i jak i potrafiła, w max 5 minut załatwić wszystko co było związane z zakupem (naprawde miła odmiana). Byłem w szoku, naprawde! Na szczeście wszystko co ma w nazwie PKO kiedyś się kończy :)

Kategorie: on 2 Kwiecień 2009 at 20:51  Komentarze (3)  

Rutyna.

Witaj w nastepnym dniu, w ktorym nie wydarzy się nic wartego zapamiętania:P

Kategorie: on 28 Marzec 2009 at 18:01  Dodaj komentarz  
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.